Lubię tego mężczyznę z prosięciem autorstwa Jaroslava Vonki. Ta kameralna rzeźba z brązu urzeka mnie swoją dobrodusznością i bezrefleksyjnością. Mężczyzna jest taki colasbreugnowski, zadowolony z siebie, ludzko szczęśliwy i jakże pogodny. Co więcej … tej niefrasobliwości nie można również odmówić prosiakowi, który ufnie patrzy w oczy swojego …. No właśnie, kogo? Na pewno nie wyrośniętego Krzysia, chyba raczej przyszłego oprawcy, konsumenta, wyzbytego wegetariańskich oporów mięsożercy. Ale tego raczej nieuchronnego dramatu tutaj jeszcze nie widać, nawet nie czuć. Jest za to hipnotyczna więź między bohaterami, spontaniczna radość, taniec z przytupem, w który zgodnie ruszyli człowiek ze zwierzęciem. Dokąd on ich zaprowadzi? Brak odpowiedzi na to pytanie jest jednak mało istotny w porównaniu z długo trwającym brakiem naszej wiedzy na temat pochodzenia tej figurki. To dzięki bezcennemu archiwum fotograficznemu Josefa Peška możemy dzisiaj już stwierdzić, iż rzeźba ta była pierwotnie jednym z elementów plastycznych zdobiących kratę we wrocławskim Urzędzie Czeków Pocztowych (dzisiejszy Urząd Pocztowy Wrocław 1 przy ul. Krasińskiego). Co ten bosy mężczyzna ze swoim, jak trofeum unoszonym prosięciem robił w tym miejscu? Gdzie tu aluzja do pocztowych usług czy też weksli lub czeków? I to jest właśnie Vonka. Próba interpretacji jego prac jest jak owa droga – wyboista, pełna zakrętów i ślepych zaułków. Ale zawsze bardzo specyficzna i indywidualna. Kroczenie po tej drodze interpretacji dzieł czeskiego kowala, po tej jedynej w swoim rodzaju Vonkostradzie jest fascynujące. Bo nigdzie nie jest powiedziane, że ona nas gdzieś doprowadzi, że idziemy nią po to, aby dotrzeć do celu. Do celu, jakim jest odczytanie treści jego dzieła. Bo może być przecież tak, że go po prostu nie ma. A każdy z nas jest w stanie stworzyć swoją własną narrację, opowiedzieć własną interpretację, znaleźć w takiej rzeźbie wyłącznie dla siebie zrozumiałą historię.